Brodka “LAX” – recenzja muzyczna
“LAX” to rzecz niepozorna. Niemal marginalna. Ot, dwie nowe piosenki i remiksy. Paradoksalnie jednak może to być bardzo ważna pozycja w dorobku Brodki.
“LAX” to rzecz niepozorna. Niemal marginalna. Ot, dwie nowe piosenki i remiksy. Paradoksalnie jednak może to być bardzo ważna pozycja w dorobku Brodki.
Krakowski duet Earl Grey “Heńkiem” udowadnia, że do dobrego kina potrzebny jest nie wielki budżet, a pomysł. Pokazuje również, iż “niezależne” w niczym nie różni się od produkcji, za którymi stoją duże instytucje. Może poza jakością, bo to rewelacyjny kawałek kina.
Zupełnie nie rozumiem, czemu ktoś o tak wielkim talencie, potencjale i doskonałej dyskografii, jest mocno wypchnięty na muzyczne obrzeża. Kiedyś nagrywała dla wytwórni Madonny, dziś wiele muzycznych serwisów w ogóle zapomniało o jej istnieniu. A to ogromny błąd, bo Meshell Ndegeocello niezmiennie zachwyca swoim przeszywającym głosem i artystyczną dojrzałością.
Czy miłość można sprowokować? Wymusić? Okazuje się, że tak. Wystarczy połączyć się na dobę. Z tym, że dosłownie.
Tytuł wydawnictwa mówi o nim prawie wszystko. Nie mówi tylko tego, że po latach stare piosenki Illusion nic nie straciły na jakości, a te premierowe są świetne.
Lustereczko powiedz przecie, kto nakręcił najmroczniejszą Śnieżkę na świecie.
To nie pierwsze podejście Mike’a Pattona do muzyki filmowej. Z pewnością nie robi ono takiego wrażenia, jak choćby “Director’s Cut”. Ale może być uznane, jako zaczyn pod przyszłe wielkie dzieła Amerykanina w dziedzinie dźwiękowej ilustracji filmów.
Ja wiem, że są obciachowi. Że to rockowa konfekcja, a Chad Kroeger ma najgorszą fryzurę pod słońcem. Trzeba jednak przyznać, że Nickleback zapewnia niezawodną dawkę melodyjnych, rockowych dźwięków.
To dość niesamowite, jak jednocześnie staro, a zarazem współcześnie brzmi nowe Ultravox.
Kiedy słucham albumu “Songbook” Chrisa Cornella ogarnia mnie wielka złość. Na szczęście tylko na chwilę.
Dziesięciolecie twórczości, formacja Mikromusic podsumowała pierwszym w karierze albumem koncertowym. Materiał zarejestrowano we wrocławskim klubie Eter blisko rok temu, a na wydawnictwo składa się płyta kompaktowa oraz DVD.
Dawno już kinowa podróż w czasie nie była tak przyjemna i zabawna.
Ascetyczne kino, osadzone w pięknych, pierwotnych krajobrazach Kaukazu. W “Najsamotniejszej z planet” niby nic specjalnego się nie dzieje, ale to tylko pozory.
Pierwszy od 7 lat album Garbage nie wnosi nic nowego do obrazu kapeli, nie jest też wolny od mankamentów. Co nie zmienia faktu, że obcowanie z muzyką zespołu wciąż dostarcza wiele przyjemności.
Drake poczynił w ciągu ostatnich kilkudziesięciu miesięcy niesamowity postęp. To już teraz najważniejsza obecnie postać kanadyjskiej muzyki, a wszystko wskazuje na to, że on się dopiero rozkręca.